Zobaczyłam dzisiaj w nocy bobasa mojej siostrzyczki. Szkrab ma raptem parę miesięcy i jest jeszcze w brzuszku mamusi, ale zachciało mu się obejrzeć naszą rodzinkę. Przyłożył, więc rączki do brzuszka mamusi i przykleił do niego twarzyczkę jak do szyby no i brzuszek mojej siostry zrobił się przeźroczysty! Bobasek uśmiechnął się do nas, a my do niego i… sen się skończył :)
Jeśli sen był proroczy to będę mieć uroczego ciemnowłosego SIOSTRZEŃCA:)
Z Wiwim, który nawiedził mnie na majówce, urządziliśmy sobie dzień leniwy i zaszyliśmy się na popołudnie w kinie. Dwa fantastyczne filmy udało nam się obejrzeć. “Wszystkie odloty Cheyenne’a” ( This Must Be The Place ) i “Nietykalni”. Ni z gruszki ni z pietruszki mieliśmy piątek z dobrym kinem w doborowym towarzystwie. I było z czego się pośmiać i było nad czym pomyśleć.
No i muzyka z tych filmów za mną chodzi.
Jako, że ostatnie dziś zebranie było podziękowałam już rodzicom za ten czas jaki przyszło nam z sobą współpracować. Głos mi się załamał już na pierwszym zdaniu. No, ale jakoś wydusiłam z siebie, że zamierzam wyjść za mąż, wyjechać, a co za tym idzie zostawić tą szkołę, klasę, którą “wychowuję” od czterech lat. No i zapadła cisza. Grobowa. Miła, ale krępująca. Niedowierzanie bijące z twarzy, wlepione we mnie kilkanaście par szeroko otwartych oczu. Nieśmiałe pytania kto teraz będzie ich uczył tej matmy, kto zostanie wychowawcą. Że tak chcieli abym po podstawówce dalej miała tą klasę. I że byli gotowi podanie teraz pisać, bo coś się im obiło o uszy, że mam odejść. Okropność, no bo co ja miałam im powiedzieć, oprócz tego, że czas abym pomyślała o sobie?
Każdy koniec to początek…
No i klops.
Nie wyśle się.
Sprawdziłam po 10 razy wszystkie wtyczki, miejsca ich instalacji i inne cuda.
I nic.
Kręci się kółeczko.
I nie śle.
Pita nie śle.
Ani z mojego lapka ani z komputera brata.
Ni hu hu.


